[101]
[101]
Najwyższy.
Piszę do Ciebie pod wpływem i dla wpływu. Pod wpływem osoby i piosenki, mianowicie “God help the Outcasts”, z Dzwonnika. Od kilku dni powtarzam ją i nucę, uświadamiając sobie jak wielu jest tych, którym jest w życiu gorzej. Mają skłócone rodziny, rzucają ich dziewczyny, mężowie występują o rozwód, mniemanie o sobie skazuje ich na samotność i pseudoelitarne grono, mają chore zęby i lubią podkreślać swoją frustrację i zło na świat. Zgodnie z tą piosenką, błagam Cię, o Najwyższy byś ich ocalił, uratował biedny, strudzony lud. Z pewnością na to zasłużyli.
Najniższy.
Mam 22 lata i kartotekę pełną błędów. Codziennie wstaję rano, by powiedzieć “kurwa”. Gardzę sobą i gardzę wulgarnością poznanego języka. Wpycham Ci go do ust , byś wiedział jak wielka jest moja pogarda. To raczej gniew. Moje urodziny to jesień, to pierdolony wstęp do zimy. Dzieci urodzone zimą to cholerycy. I ja jestem choleryczką, być może dlatego tyle przeklinam. Pędzę Łużycką z wywieszonym jęzorem, dysząc jak parowóz. Zapominam krajobraz, czekam do momentu, aż znajdę się w cieple i napiję się herbaty. Czasami piszę listy, a czasami opowiadam bajki. Czuję się jak idiotka z całym bagażem cudzych spraw. Tu pogłasz, tu poliż, tam possij. Ewentualnie możemy pójść do kina.
Pośredni
Na szczęście to się skończyło. Teraz jest tylko szczęście. Od roku trwa moja radość. Budzę się i otwieram oczy i mówię zamiennie “kocham Cię”, lub “o kurwa”. Bywa. Moje życie to taśma filmu. Połączenie tragedii, horroru, komedii romantycznej i obyczajówki. Czasami siadam na balkonie i palę fajkę, ale dzięki temu częściej oglądam niebo.
[100]
Lecę do Chin. Wróć.
Wczoraj z tatą rozmawialiśmy o tym wyjeździe do Czarnobyla i o tym, że już się nie wycofam. Jedziemy i to tak na bank. W sumie zaliczka już wisi w przestrzeni, gdzieś far away. No i musiał odezwać się Miłosz i wprowadzić mnie w ten stan zakłopotania i zażenowania kiedy oświadczył:
- Chętnie pojadę z Wami do Czarnobyla!
- Wspaniale - po czym nastąpił opis wyjazdu.
- Właśnie wróciłem z Chin.
- O. - Po czym nastała cisza w słuchawce.
- Pojechaliśmy z szajką, koleją transsyberyjską.
- A tak, coś Kaśka wzmiankowała. - Kryjąc zazdrość.
- No i chcemy jeszcze raz.
- O. - Ponowny efekt głuchości w słuchawce.
- Jedziesz?
- Za drugim podejściem to wy sobie będziecie gaworzyć jak tu było w zeszłym…
- Nie, bo w zasadzie to nie my, tylko ja…
- A.
- No i w sumie nie bedę miał pewnie kasy w przyszłym roku…
- Uhm… - zadrwiłam pytająco.
- Dobra. Sprawa wyglada tak, ze biura podróży koszą jakieś 3 tysiące… a myśmy tam się dokulali za 2 tauzenty i było rewelacyjnie.
- Tak. No to tak. Jestem za. Kurwa.
(…)
Potem zaczęłąm biegać w niezrozumiałym nawet dla mnie samej stylu biegackim po mieszkaniu. Umarłam ze szczęścia. Tylko nie wiem skąd wytrzasnę gotówkę. Ale jadę.
Dzieci…
* No, smaczne skarpetki, prawda? - mówi do na oko 11miesięcznego dziecka. - Skarpetki są najsmaczniejsze, sam jadam. - dodaje z przekorą. Alfarek patrzy sie zdumione. A wielkie, stalowo-błękitne oczy tego czegoś tam na dole w wózku wybałuszają się (czy jakoś tak brzmiące słowo) na nas i robi coś w rodzaju: “Guu! Heeee”.
* Nie- wtrącam - on myśli o stopach, grillowanych stopach. Nie sądzisz? Z cebulką i papryczką…
* Stary, dorastaj szybko, to poznasz smak schaboszczaka - dorzuca przy drzwiach On. Matka dziecka i ono zaczynają rechotać.
*******
Przypomniała mi się reklama durexa z rozwrzeszczanym berbeciem, który chciał zabawke ze sklepu i podpis końcowy: “Use condoms”
Najwyraźniej koleżanka o tym zapomniała, a to oznacza, że chętniej widzę siebie w tej firmie.
Guuuu! Hyyyy:)
Butem w mordę.
Czyli poranki.
Otwieram moje oczy. Lepkość która je spowija mówi “nieee, nie rób tego!”. Potem brzask. Oślepiające promienie światła wpadają przez otwierane żaluzje. Padam na pysk. Kurwa.
Kawa. Kawa bywa zbawienna, ale nie kiedy On był Imperatorem, a ja jego dwunastoletnią nałożnicą. Jego bólem i cierpieniem. Panie, nigdy nie zdobędziesz… syk węża, uśmiech małpki, błysk oczu sfinksa.
Za stołem siedzi mężczyzna. Uśmiecha się jak kot. Ma blond włosy i wypaczony uśmiech. Matko.
A wcześniej 7 krasnoludków. Vanilla Sky jakaś jebana. Panowie i Panie w drogich garniturach i mówienie o przyszłości. Nie umiem myśleć ani mówić o przyszłości. Przyszłość wytraca mnie z równowagi, tak jak z równowagi wytrąca mnie moja chorobliwa nietolerancja. Co gorsza względem mnie samej.
Kochankowie, odwrócony Księżyc i Królowa Pentakli
Każda z nas przeżywa stratę Kochanka. Kochankiem nie jest tutaj mężczyzna, z którym się sypia, z którym obcuje sie na codzień. Nie jest to facet, ani kobieta. To jest osoba, będąca czasami o krok bliżej Ciebie niż Ty sama. To jest ktoś, kto kim owszem możesz być blisko, ale nie musisz.
Wierzę… wierzę w tak zwany “romans dusz”. Nie wiem czy ktoś już stworzył to pojęcie i czy ono jest jakos nazwane, mam to gdzieś. Romans dusz to coś, co po pierwszym spojrzeniu w oczy sprawia wiesz z kim rozmawiasz. Wiesz, że rozmawiasz z Kochankiem.
Ale Kochankowie odchodzą.
Chciałam ostatnio zdefiniować jakoś postawionego sobie Tarota. Kilkanaście razy pojawił się Księżyc, Kochankowie i Królowa Pentakli. Ciekawe, ciekawe. Księżyc był odwrócony, więc zły znak, chyba chodzi o moje nerwice ostatnie. Królowa Pentakli bardzo dobrze, ze pojawiła się w moim życiu i przypuszczalnie jest jedną z dwóch kochanków na mojej karcie. Pytanie tylko - którym?
Ale Kochankowie odchodzą. Idą do innych światów, innych kobiet, dam w opresji, samotnych matek, córek, ksieżniczek, czasami dążą do zwycięstwa, pieniędzy i idą. Przed siebie. A wtedy my modlimy się za nich najmocniej razem ze świetlikami przyczepionymi do wielkiego, czarnego płótna nad nami.
Dama Pik
Pośród nocnych wojaży
[25] Hurt.
I hurt myself today
To see if I still feel
I focus on the pain
The only thing that’s real
The needle tears a hole
The old familiar sting
Try to kill it all away
But I remember everything
What have I become
My sweetest friend
Everyone I know
goes away
in the end
And you could have it all
My empire of dirt
I would let you down
I would make you hurt
I wear this crown of thorns
Upon my liar’s chair
Full of broken thoughts
I can not repair
Beneath the stains of time
The feeling disappears
You are someone else
I am still right here
What have I become
My sweetest friend
Everyone I know
goes away
in the end
And you can have it all
My empire of dirt
I would let you down
I would make you hurt
If I could start again
A million miles away
I would keep myself
I would find a way
Wracam. Jest 20:40, pędzę ulicą. Grawitacja chyba nie działa, bo unoszę się kilkanaście centymetrów nad chodnikami. W domu zaczyna się radosnym nastrojem i przyjemnymi piosenkami. Stale patrze na obszar na GG, aż zamruga na pomarańczowo, ale cisza, głucho i ciemno. Nagle włącza się Johnny Cash. I chuj bombki strzelił. Czuję się wyłączona, czuję się źle i samotnie. Mam nadzieję, że potrwa to jeszcze tylko godzinę. Zapętliło się, przestałam widzieć co piszę, zalało mnie. Makabra.
Tak już chyba jest, że każdy kogo znałam odchodzi w dal. Odpalam zapałki, zapalam świeczki, żeby się ogrzać w ten pusty dzień.
[24]
Stoimy na balkonie. Ja wciągam macha, on pociąga macha. Papierosy się kończą. Stoimy tak, ja wyrzucam z siebie dziwne słowa, on też coś tam wyrzuca.. filtr. Do końca, do następnego dnia dręczą mnie fragmenty tamtej rozmowy. Wieczorem seks i ten dziwny stan. I jak śpiewa Nosowska – znów nie spałam, wczoraj znów nie spałam.. Jestem pewna, że to zasługa tego łapacza snów – jak brak koszmarów to w ogóle brak snu. W żołądku ściska mnie.. coś. Jeszcze nie wiem co. Chciałabym, żeby do tej cholernej 23:30 czas leciał szybciej. Chcę stąd wyjść. I wychodzę.
[23]
Nigdy nie zapomnę tego entuzjazmu w jej oczach i wszystkich tych romantycznych uniesień. Znałam ją jeszcze w liceum, była taka sama. Chodziła w tych swoich firanach, farfoclach i bufkach, strojach, w kolorach, w tysiącach odcieni szarości, w czerni, w bieli. Pisała wiersze, mała mądra dziewczynka. Ostatnio znów na nie wpadłam. Pokazałam jemu. Pierwszej osobie stąd. Wstydliwe. Nie, że nikt wcześniej nie zasłużył. Chociaż może? Chyba tak. On.
Jest mi zimno.
Ona nie przeżyje, On umrze do końca roku, a Ty jesteś jedyną osobą, która potrafi z Nią rozmawiać, odciągnij ją od tego, cieszę się, że ukłądasz sobie życie lepiej niż On.
W głośnikach Bittersweet, zimno. Idę do Castoramy, Praktikera, liczę farby. Potem zapłakana dzwonię po wszystkich. W sumie po kilku najważniejszych. Nikt nie odbiera. Zawieszenie. Stoje na tym przystanku, gdzie jestem? Pod jakąś wieżą. Błąkam się. Jednak 51, jadę dalej, na mosty. Ona odbiera telefon. Świetnie, akurat jestem pod jej blokiem. Potrzebuję jakiegoś człowieka. Nie maszyny. Ona przeprasza, że schodzi na swój temat. Niewiarygodne, nie musisz. Przecież ja potrzebuję interakcji. Dziękuję.
Tata. Nie da rady. Jedziemy kupić jakiś prezent dla Młodej. Oni jadą do niej. Jak zwykle zresztą. Dzień Kobiet, kupuję prześcieradło i pościel, w chińske wzory. Przepiękna. Film o miłości. On. Potem ten pierdolony tomik wpada w jego ręce. Bezsens. Zaryczany wieczór.
I nagle przychodzi tajemniczy Jegomość, zupełnie wyrwany z rzeczywistości i wręcza mi kwiaty.
Tęsknię.
[22]
Komplikacje, kombinacje. Przychodzą smutni Panowie w garniturach. Wszystko idealnie wyprasowane, odgięte i przylegające jak należy. Super-fajnie. Mówią „Są zasady!”. No i chuj. Zasad nie ma, każdy tak naprawdę lubi poprawiać innych, rzadko kiedy patrząc na siebie. Nie moja broszka, ja tylko obserwuję. Przecież mam ten sam problem co wszyscy, tylko chyba nie do końca się z nim ukrywam.
Są różnice w konsekwencjach. Nie można przyzwyczajać się i mówić, że Agata Pe. (była to znakomita osobistość z LO1 w Winnym Mieście) obraża ludzi notorycznie, bo jej wolno z powodu nerwicy maniakalno-depresyjnej. Nie. Nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy Kaśki, kiedy Agata wjechała na drażliwy temat z K. Są pewne rzeczy, reguły i zasady, których towarzysko trzeba się trzymać. I o tyle o ile wszyscy tolerowaliśmy zachowania Agaty na podłożu ogólnym o tyle wszelkie próby obrażania naszych bliskich były momentalnie karane. Oczywiście nie wynikały z tego żadne konsekwencje, ponieważ Agata jako osoba chora psychicznie po 5 minutach od kiedy została zwyzywana od kurew, prostaczek i debilek momentalnie zapominała i mimo dyskursu porozumiewawczego wracała do normalnego trybu rozmowy, takiego jakby nigdy nic się nie stało. Pięć miesięcy później Mania opadała i przychodziła Depresja. Wówczas my zapominaliśmy o tym co złego o Agacie mówiliśmy i szliśmy ją pocieszać, naprawiać jej nastrój. Woleliśmy ją w złym i ponurym nastroju, ponieważ nie wywyższała się stwierdzeniami, że „osoby w manii mają tylko krok do geniuszu”, wiedzieliśmy, że tak nie jest przecież, a kiedy miała depresję była miła, spokojna i szło z nią pogadać. Kiedy indziej, było to na początku studiów Agata poszła do Miasta Wariatów na Historię Sztuki. Znów była w Manii, a na dodatek była zła na Zu, gdyż ta dostała się na wymarzoną Italianistykę. Więc Agata momentalnie zjechała po Italianistyce jako kierunku dla nierobów i imbecyli, a później po Zu, że i tak jest beznadziejna i jej nie idzie. Zu się wkurzyła i wrzuciła na to, że studiuje w Wariatkowie. I tak w kółko.. wiecie o czym mówię. Ja aktualnie nie mam z nimi kontaktu. I chociaż Agatę spotykam dosyć często w Dragonie, to wolę nie nazywać jej swoją koleżanką z klasy. Nigdy nie wiem, w którym momencie postanowi mnie zaatakować, bo coś jej nie podpasuje.
Dodam tylko, że Agata odstawiła tabletki i woli być w Manii lub Depresji, bo nie odpowiada jej życie w normalnym świecie.
Potem dżentelmeni wychodzą. Nawet oni mają problem ze zrozumieniem Agatki. My ją bardzo kochamy, ale już nie wszyscy ze naszej klasy przymykają oczy na jej zachowania. Tak samo jak ona nigdy nie przymykała oczu na nasze zachowania. Wręcz przeciwnie, kiedy tylko natrafiła się okazja, żeby komuś dokuczyć i poczuć się lepiej wykorzystywała ją, a kiedy widziała w kimś autorytet, jak na przykład w Kaśce lubiła się do niej przyrównywać i mówić, że K. Dostała z francuskiego tylko 5, a ja mam szanse dostać 5 z plusem, mimo iż przeważnie wychodziła z 4. Też kwestie urody i inne takie nie były Agatce obce.
Ale nie ona jedna była dziwna w tej klasie. Oczywiście była jeszcze… ale o niej już coś wiecie.
Później, kiedy słyszę zarzuty o kwestii „Ty niemądra istoto”, pragnę zauważyć, iż ja nie jestem Spidermanem, ale też zdarzało mi się, szczególnie w okresie liceum włazić na dachy budynków i przy silnym wietrze. I choć nie rozwieszałam pajęczyn i moja misja była mniej ambitna to kilka swoich historii mam, niekoniecznie wam je zdradzę.
Mama w szpitalu. Serce. Paskudne papierosy. Powinna rzucić.
[21]
Czyli wszyscy kurwa zginiemy.
Pół godziny temu kiedy wysiadłam z autobusu w uszach szumiało jakieś standardowe w moim odbiorze „łubudubu”. Ostatnio więcej słucham tego typu muzyki, żeby się zrelaksować, zapomnieć o tym co mnie drażni, co mnie bije i krzywdzi. Naprawdę, ja nienawidzę ludzkości, a fakt, że sama się na obcowanie z nią skazuję poprzez moje uzależnienie od przebywania w tłumie jest chyba największą karą jaką sobie wymierzam.
Jestem skazywana na bycie miłą przez 8 godzin dziennie i zdecydowanie nienawidzę kiedy w miejscu, w którym wydaje mi się, że wszyscy mnie znają, możemy mówić do siebie per Ty i zasadniczo wszyscy są bardzo wyluzowani ja nagle nie mogę wypowiadać się swobodnie. Mam być miła? Będę. Aż się porzygacie. Będę ulubionym MG.
Kolejna kwestia – okresy. Nie wiem jak to jest, że mężczyźni w moim otoczeniu mają częściej okres ode mnie. I już nie chodzi mi nawet o czystą hipokryzję i egotyzm stwierdzenia, że: „Byłaś dla mnie niemiła, to się skończy Alfik”, bo w porównaniu do tego, że ta osoba bywa taka w 90% przypadków wobec nie tylko mnie, ale i osób obcych totalnie mnie demobilizuje. A sens polega jeszcze na oddzieleniu dowcipu, nieszkodliwego od poważnej uwagi na temat.
Potem granie graczy poza grą, ugadywanie się poza grą – przysięgam, wszyscy, kurwa zginiecie. Sama wbiję wam waszą broń w plecy, łydki, uda, gdziebądź. Cierpcie. Jeżeli nie chcecie się bawić, wg moich reguł i moich wizji bawcie się na własnych podwórkach. Ja mam co robić i nie bawi mnie to co tu się dzieje poza tym co sama generuję.
Nie mam do ciężkiej cholery na nic czasu.
Wkurzają mnie chorągiewki.
Wkurzają mnie chorągiewki, bo im delikatniej dmuchasz tym większy zamęt następuje. A ja chcę się wyspać.
Wkurzają mnie ludzie. Ale to już ustaliliśmy.
A teraz przechodzimy do końca.
Czyli tańczymy walca, wszyscy się uśmiechają, na twarzy mężczyzny występuje uśmiech. Ja rozpoznaję w nim mojego szarego wilka. Nic nie mówię. Uśmiech Sidhe zdradza mu wszystko, przecież rozumiemy się bez słów. Dlatego dobrze, że nie zagadujesz ostatnio, bo jestem wściekła.
Z tym wyleniałym ostatnio toczyłam płomienie. Jego oczy zionęły czymś nieprawdopodobnie groźnym. A później ten niebezpieczny chichot i kolejne miliardy idiotów do jego kolekcji. Zawsze mnie przeraża, bo im bardziej widzę ten błysk w jego oku tym bardziej mam ochotę wyjechać do wariatkowa.
Weekend spędzony w towarzystwie dwóch uroczych Kotów sprawił, że zostałam odprężona do końca poniedziałku. Po powrocie powróciły standardowe uczucia: głód, tęsknota, ściskanie w dołku, chęć przytulenia się, poczucia tego jednego, jedynego zapachu. Marzy mi się… i dom pełen powalonych Kotów.
Pizza zjadana w środku nocy, wyszło w sumie cienkie ciasto, ale wino dobre. Śmialiśmy się i rozmowy o seksie do wczesnych godzin porannych, a potem długi sen.
Jesteśmy pionkami na szachownicy, które co chwilę zmieniają strony, podpisywane są pod „ścieżki indywidualnych wyborów”, w istocie będących paskudnym losem.
Jeżeli zamkniemy wkrótce pewne sprawy ludzie będą grać dalej, ale nie ja. Moje kości toczą się nieuchronnie ku przepaści. W dobrym momencie staną na krawędzi kantem.